Archiwa tagu: dług publiczny

Jak zatrzymać dalsze zadłużanie państwa

Podstawą programu działania w państwie jest plan wydatków i przychodów czyli budżet. Najlepszy budżet naszego państwa będzie taki, który jest jak najmniejszy. Tylko taki zapewni to, że państwo będzie tanie i nie trzeba go będzie dalej zadłużać. W tym skromnym artykule usiłowałem wykazać, że powstrzymanie dalszego zadłużania jest możliwe. Jest to bardzo ważne dla nas bo to przecież my wszystko spłacamy i nie chcemy zostawić długów naszym dzieciom. A poza tym zadłużone państwo ma ograniczoną suwerenność.

Jak to zrobić?

Zasada podstawowa: wydajemy co najwyżej tyle ile zarobimy, nic ponad to. Żadnego deficytu.

Tniemy niepotrzebne wydatki państwa. Głównie chodzi o wydatki, które państwo pobiera do kontroli własności obywateli a także takie, które odbierają wolność wyboru i samodzielność. Dlaczego lepiej jest gdy obywatele sami zadbają o siebie? Dlatego, że państwo zatrudnia pośredników w postaci urzędników, którzy kosztują i działając odgórnie robią to źle. Dotyczy to zwłaszcza takich dziedzin jak pomoc społeczna, szkolnictwo i służba zdrowia. Budżet powinien jednak zapewnić świadczenia oraz ubezpieczenie zdrowotne wszystkim emerytom i rencistom.

Jednocześnie trzeba jednak coś dać w zamian obywatelom. Najlepiej jak to będzie szeroko rozumiana wolność wyboru. Tak wiec wszystkie pieniądze, które zarabia obywatel (także jako przedsiębiorca) powinny po prostu zostać w całości do jego dyspozycji. To jest najlepsza polityka dla rozwoju gospodarczego oraz prorodzinna.

Także podejście państwa do obywatela musi ulec zmianie. Państwo powinno bronić swoich obywateli nie tylko wobec zagrożenia bezpieczeństwa ale także chronić i wspierać ich szeroko rozumiane interesy zarówno w kraju jak i zagranicą.

Konkretne liczby

Obecnie wydatki państwa są bardzo wysokie.

Za rok 2013 dziś w pełni dostępne (rządowe i samorządowe razem w mld zł) wyniosły (1):

Instytucje polityczne 5,2
Kultura i media 9,5
Emerytury i renty (także mundurowe) 217,0
Infrastruktura 62,7
Bezpieczeństwo i sprawiedl. (policja i sądy) 28,1
Finanse 83
Gospodarka 9,5
Środowisko 15,0 
Sport i turystyka 5,5
Nauka i szkolnictwo wyższe 19,0
Obrona narodowa 21,8
Edukacja 64,0
Rolnictwo 17,0
Zdrowie 75,3 
Rynek pracy 17,0
Pomoc społeczna 41,2
Utrzymanie samorządów 16,8

Ogółem wydatki 707,6 mld zł

Natomiast dochody państwa (mld zł) wyniosły:

Składki na ZUS 120,6 (3, s. 17)
Składki na NFZ 62,1 (2, s. 9)
CIT 29,4 (6)
PIT 73,8 (6)
VAT 113,4 (6)
Akcyza 60,7 (6)
Dochody niepodatkowe (cła, opłaty, grzywny) 36,0 (5)
środki EU 70,1 (5)
Podatek od nieruchomości 18,7 (7, s. 218)
Podatek od gier 1,3 (6)
Składki na fundusz pracy 9,5 (7, s. 225)
Podatek z wydobycia niektórych kopalin 1,9 (20)
Opłata paliwowa 4,6 (8)
Pozostałe 30

Ogółem dochody 631,6 mld zł

Deficyt, czyli dziura w budżecie, 76,0 mld zł

Wysokie wydatki państwa sprawiają, że państwo jest drogie. Dodatkowo budżet jest dziurawy bo ma deficyt. Przy założeniu, że jest nas 15 530 000 (4, s. 2) ludzi pracujących koszt utrzymania takiego państwa wynosi:

707 600 000 000 zł wydatków / 15 530 000 pracujących / 12 miesięcy = 3797 zł miesięcznie na każdego człowieka pracującego;

czyli biorąc pod uwagę tą marność jaką za to otrzymujemy to bardzo dużo. Zauważmy, że ta kwota jest zbliżona do przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia (np. w listopadzie 2013 r. wyniosło 3897,88 zł (10)).

A nasze państwo może być naprawdę tanie

Przeanalizujmy konieczne aktualnie wydatki w mld zł:

Emerytury i renty (także mundurowe) 161,0
Bezpieczeństwo i sprawiedl. (policja i sądy) 28,1 (1)
Finanse 18,1 (składka do UE (7, s. 210)) + 41,0 (dług publiczny) = 59,1
Obrona narodowa 21,8 (1)
Infrastruktura i Samorządy 18,7 (pod. od nieruchomości (7, s. 218)) + 4,6 (opł. paliwowa (8)) = 23,3
Zdrowie (tylko emeryci i renciści) 17,4
Instytucje polityczne 5,2 zł (1)

Ogółem wydatki w 315,9 mld zł

Zwróćcie uwagę, że wszystkie emerytury i renty oraz ubezp. zdrowotne dla tychże są uwzględnione w tym zestawieniu i jak zobaczymy dalej mogą być utrzymywane z budżetu a nie ze składek.

Dochody w mld zł:

VAT 113,4 (6)
Akcyza 60,7 (6)
Dochody niepodatkowe (cła, opłaty, grzywny) 36,0 (5)
środki EU 70,1 (7 s.12) (5)
Podatek od nieruchomości 18,7 (7, s. 218)
Podatek od gier 1,3 (6)
Podatek z wydobycia niektórych kopalin 1,9 (20)
Opłata paliwowa 4,6 (8)
Podatek obrotowy od aktywów banków 7,0
Podatek obrotowy od marketów 7,0
Podatek obrotowy od telekomunikacji 1,1
Wycofywanie gotówki zagranicę 0,5

Ogółem dochody 322,3 mld zł

Jak widać jest nawet jakaś nadwyżka 6,4 mld, która oczywiście nie pokrywa bilansu dotacje/składka z UE (70,1 – 18,1 = 52 mld zł), ale to nie oznacza, że UE jest nam potrzebna do szczęścia. Poniżej wykażę, że dotacje są nieopłacalne a wręcz szkodliwe ze względu na warunki ich przyznawania a potem sposób finansowania przedsięwzięć. Najlepiej jak by w ogóle nie było ani składki ani dotacji. Pominąłem przy tym pozycję „Pozostałe” – 30 mld z przychodów z powodu braku konkretnych danych.

Mamy więc wielki dług pokoleniowy 161 mld na emerytury i renty oraz 17,4 mld ubezp. zdrowotne dla tychże. Przy tym nie ma podatku dochodowego od osób fizycznych PIT ani podatku dochodowego od przedsiębiorstw CIT, nie ma opłat na ZUS; tu się powtórzę – wszystkie emerytury i renty oraz ubezp. zdrowotne dla tychże mogą być opłacone z dochodów państwa. Koszt takiego taniego państwa będzie wtedy:

289 800 000 000 zł wydatków / 15 530 000 pracujących / 12 miesięcy = 1695 zł miesięcznie na każdego człowieka pracującego.

Podatek dochodowy ogranicza przedsiębiorczość, bo kto więcej pracuje ten musi więcej płacić – to raz. Dwa – nacjonalizuje przedsiębiorstwo. Tak więc niech Ci się nie wydaje, że teraz prowadzisz swoją firmę. Prawie 1/5 należy do państwa. Dlaczego? No bo tylko właściciele mają udział w zyskach, a poprzez podatek dochodowy państwo taki udział ma. W dodatku państwo ten udział nie wyda na polepszenie warunków działania Twojej firmy, tylko na inne cele, zwykle socjalne. Tak więc państwo wspiera działalność nieprodukcyjną kosztem produkcyjnej (23, s. 63, 64). To prowadzi zmniejszenia produkcji i sprzedaży oraz zatrudnienia. Dalej: przeciwdziała zwiększeniu wydajności a więc realnego dochodu i w końcu wzrostowi płac. Zastępowanie wydatków prywatnych publicznymi rujnuje gospodarkę bo zniechęca do działań produkcyjnych – jest karą za pracę. To są podstawowe powody dla których taki podatek trzeba znieść.

Następna sprawa – brak podatku dochodowego to najprostszy sposób wspierania obywateli prorodzinnie. Nie ma potrzeby podnosić wieku emerytalnego albo składki na ten nieudolny i niereformowalny system. Nie chodzi też o to, żeby rozdawać ludziom pieniądze w postaci zasiłków (które generują dodatkowe koszty poboru i dystrybucji przez urzędników). Wystarczy nie zabierać pieniędzy tym co pracują, by dać tym samym możliwość bogacenia się i rozmnażania. Trzeba też wzmacniać aktywnych obywateli, by ich rodziny czuły się bezpiecznie nie tylko pod względem finansowym, ale miały zapewnioną ochronę swoich praw rodzicielskich i decydowaniu o swoich dzieciach w postaci odpowiednich zapisów w Konstytucji, tak jak zrobił to Viktor Orbán na Węgrzech (18, s. 140). To jest pełna polityka prorodzinna.

Dodatkowo zniesienie podatku dochodowego zdaje się być jedyną realną możliwością skłonienia Polaków do powrotu z emigracji (głównie zarobkowej przecież) jak również wszystkich innych, którzy chcą pracować albo robić interesy. Razem z odpowiednią polityką prorodzinną (poprzez prawne gwarancje dla wartości rodzinnych) rozwiąże to problemy demograficzne na przyszłość. Brak zasiłków z kolei uchroni nas przed napływem uchodźców, którzy w większości liczą na socjal właśnie.

Jest jeszcze jedna bardzo istotna sprawa a mianowicie bezpieczeństwo. Bogacenie się obywateli i państwa jest równoznaczne ze wzmacnianiem armii. Już w VI wieku p.n.e. Sun Tzu pisał, że tylko te armie przetrwają, które obciążają ludność najmniejszymi podatkami dlatego, że stymulują bogactwo gospodarcze. Natomiast Sun Pin (III wiek p.n.e.) doradzał królowi Wei, że bogacenie państwa (tożsame ze wzmacnianiem armii) powinno być jego podstawową polityką (26, s. 34)

A teraz rozprawmy się z niepotrzebnymi wydatkami (a raczej z marnotrawstwem) naszego państwa na tle taniego państwa.

Instytucje polityczne 5,2 mld zł (w 2013 roku było 5,2 mld zł)

Zakaz finansowania partii politycznych. Chodzi o 54 mln zł. Bycie posłem powinno być za poważaniem współobywateli czyli bezpłatnie. Oczywiście kontrargument dla braku diet jest taki, że politykami będą zostawali albo ludzie bardzo bogaci, albo przekupni finansowani poprzez fundacje. Jedna i druga grupa nie będzie myślała o dobru państwa, ale o swoim celu. Nie bądźmy naiwni – przecież teraz właśnie tak jest, a przy tym politycy nie są w ogóle zainteresowani sprawami obywateli. Szkoda tylko tych diet, które są płacone przecież z naszych pieniędzy. Dodatkowo obecna proporcjonalna ordynacja wyborcza sprawia, że wybory są fasadowe, dlatego, że wybieramy tych, którzy zostali wyznaczeni przez kierownictwa partii politycznych (27, s. 230). Tak więc likwiduje zasadę suwerenności narodu w jego władzy także w przypadku referendum, gdyż to Sejm decyduje o jego przeprowadzeniu.
Przy braku finansowania partii politycznych, rozwiązaniem są jednomandatowe okręgi wyborcze, wtedy wybory będą tańsze. Taki system daje więc realne szanse kandydatom niezależnym nie tylko z powodu kosztów, ale także z powodu znajomości lokalnych spraw. Przy okazji takich wyborów parlament byłby bardziej reprezentatywny. Partie z kolei musiały by werbować ludzi, których wyborcy znają, a nie samych klikaczy na głosowaniach. Sami parlamentarzyści już będą musieli dogadywać się w sprawach ważnych dla wyborców a nie stale kłócić się o własne interesy. A jeśli nawet trudniej będzie wtedy uformować rząd, to co takiego się stanie? Czy jego istnienie albo brak wpływa na nas jakoś specjalnie? Im go mniej w naszym życiu, tym lepiej. Co takiego dobrego uchwalono przez ostatnich 25 lat, żeby za tym tęsknić? Pół miliona urzędników, tysiące przepisów? Od „ustawy Wilczka” wiele popsuto dla przedsiębiorców. Może lepiej wiec, żeby było 50 kłócących się partyjek. Może lepiej wiec, żeby nic nie uchwalano. W Belgii przez 535 dni do grudnia 2011 nie było rządu i nic się nie stało. Nawet powiem więcej – w tym czasie obywatele byli pewni, że rząd nie podniesie im podatków.

Kultura i media 0 mld zł (w 2013 roku było 9,5 mld zł)

Każdy artysta może sam utrzymywać się ze swojej pracy. A kulturę i sztukę opłaca ten kto chce – to jest prawdziwy mecenat i filantropia. Urzędnik tego lepiej nie zrobi a urzędnika trzeba trzeba utrzymywać. Oczywiście trzeba utrzymać muzea narodowe ale ich koszt można podciągnąć pod budżet „Instytucji politycznych” wymienionych wyżej.

Natomiast opłacanie mediów z budżetu podważa ich niezależność i bezstronność.

Emerytury i renty (także mundurowe) 161,0 mld zł (w 2013 roku było 217,0 mld zł)

Pamiętamy? Cały nowy ZUS oraz ubezp. zdrowotne dla jego beneficjentów opłaca budżet.

Ponieważ każde obecne świadczenie już dawno nie jest powiązane ze składką,  można by potraktować wszystkich świadczeniobiorców jednakowo tzn. w systemie tzw. świadczeń obywatelskich. Tak więc żadnych przywilejów emerytalnych dla nikogo. Ustalić jedną kwotę w stałej wysokości dla wszystkich, np. 1500 zł (obecnie średnie świadczenie netto wynosi 1572 zł – 1855,52 brutto (13, s. 24)). Przypominam, że system bez podatku dochodowego (netto = brutto) daje większą siłę nabywczą tych 1500 zł (tak jak obecne 1770 zł) bo towary na rynku są tańsze, gdyż nie zawierają podatku. Wtedy mamy:

8951800 świadczeniobiorców (13, s. 21) * 1500 zł *12 miesięcy = 161 mld zł kosztów.

Jasne jest, że nie wszyscy będą zadowoleni z takiego systemu, ale skoro poruszamy się w demokracji, a większość coś zyska – to przegłosuje mniejszość. Jak widać prostota tego systemu jest jedną z jego niepodważalnych zalet, bo nie wymaga prawie żadnej obsługi (wystarczy kilka osób w każdym powiecie). 

Oczywiście należy się zdecydować, czy na pewno taki system ma trwać zawsze. Czy nie lepiej powoli i bezbolesne wycofywać się z tej piramidy finansowej jaką są niewątpliwie ubezpieczenia społeczne każdego rodzaju. Na szali mamy bogactwo obywateli (przez oszczędzanie) oraz potężną siłę (mocarstwową) naszego państwa w przyszłości, tak jak teraz w Chinach.

Moja propozycja jest taka, żeby osoby, które w momencie wprowadzenia go w życie mają 15 lat do emerytury tzn. są w wieku 50 lat byli ostatnimi, którzy wejdą do systemu obywatelskiego. (Ja osobiście bez żalu porzucę każdy system ubezpieczeń). Uważam, że  lepiej będzie jak każdy zadba o siebie sam mając na to co najmniej 15 lat kupując złoto/srebro lub w dowolny inny sposób (np. decydując się na więcej dzieci) nie płacąc przez ten czas składek na ZUS ani podatku dochodowego PIT. Przy założeniu, że każdy z nas teraz płaci przeciętnie około 2000 zł miesięcznie tych opłat mamy 360 000 zł oszczędności przez 15 lat co przy niższych kosztach utrzymania jest znaczącą kwotą . Powtórzę, że to właśnie wysokiej jakości oszczędności obywateli są największą siłą ekonomiczną narodu (w przeciwieństwie do długów państwa). To one pozwolą przetrwać kryzysy (w tym ataki spekulacyjne (9, s. 223 cz.1).

Infrastruktura (w 2013 roku było 62,7 mld zł) i Samorządy (w 2013 roku było 16,8 mld zł) (podatek od nieruchomości) 18,6 + (opłata paliwowa) 4,6 = 23,3 mld zł

Drogi pozamiejskie prywatne (poza węzłami strategicznymi do których dołoży się Obrona Narodowa). Troszczącym się o zawyżanie cen opłat odpowiem, że jak ktoś wyskoczy z opłatą 10 zł/km to ktoś inny zbuduje obok za 1 zł/km – oczywiście jest to przykład absurdalny każdy chce mieć duży obrót bo to daje duże zyski. Widać to choćby na przykładzie ceny paliwa a więc produktu silnie opodatkowanego i produkowanego przez duże firmy. Dwa lata temu w 2013 roku cena benzyny oscylowała wokół 5,5 zł/litr a na początku 2015 roku była o jedną złotówkę tańsza. A dlaczego było taniej? No bo cena surowca spadła – to wiadomo. Ale przecież producenci mogli by się zmówić i podnieść cenę do poziomu 5,0 zł i nikt by nie protestował bo bywało już drożej. Jednak nikt tego nie robi. Tak samo będzie z opłatami za drogi – przecież wolny rynek ureguluje.

Drogi przy posesjach i chodniki? – wszystko już jest w obrębie powiatów i gmin. Lokalne społeczności wiedzą najlepiej czego im potrzeba. Załatwi to podatek od nieruchomości przecież (18,7 mld zł (7, s. 218)) a potem zastąpi go katastralny od wartości w przyszłości (np. 0,5 ‰ (promila, nie procenta!) czyli 250 zł/rok od wartości 500 tys. zł). Wtedy wojsko będzie mogło spokojnie wykupić strategiczne miejsca. Nikt też nie będzie potrzebował chodnika poza miastem czy wsią, w polu, gdzie nie ma zabudowań (i nie ma tym samym płacących podatki). Taki system bezpośredni na pewno da wiele oszczędności. Zresztą same samorządy też trzeba odchudzić. Czy wiesz, że dziś te wszystkie fontanny, skwery i inne twory betonowe są budowane z Twoich podatków? Przy tym nierzadko szkoły i przedszkola są zaniedbywane. Dodatkowo gmina mając duży budżet może jeszcze się zadłużyć na Twoje konto. A to już jest wybitnie niepożądane. Tak więc najlepiej jak każdy budżet czyli gminny też, będzie jak najmniejszy. Niech sami mieszkańcy zdecydują, co jeszcze trzeba zrobić w swoim rejonie a czego nie robić wcale.

Mamy teraz podatek drogowy w cenie paliwa zwany opłatą paliwową (4,6 mld zł (8)). Przy cenie średniej benzyny 5,58 zł/litr z 21 sierpnia 2013 roku wynosił 0,103 zł/litr, dla oleju napędowego odpowiednio: 5,54 zł/litr – 0,26 zł/litr  (8). Uwzględniłem ten dochód w moim zestawieniu bo działa to tak, że ten kto jeździ ten płaci. Nieadekwatnie ale za to jakoś. Żaden podatek nigdy nie będzie sprawiedliwy, bo każdy podatek to zło. Chodzi zawsze o to, by było to mniejsze zło.

Bezpieczeństwo i sprawiedl. (policja i sądy) 28,1 mld zł

Tu się trochę zatrzymam. Z tych 28,1 mld zł 10,0 mld zł (7, s. 382) to koszty utrzymania sądownictwa. Są one pokrywane z budżetu, a jak wiadomo budżet jest zasilany między innymi przez opłaty sądowe. Tak więc najprościej byłoby uniezależnić finanse sądownictwa. Ich działanie mogło by być pokrywane z opłat sądowych bezpośrednio no i oczywiście bez zysku. Na tą chwile nie mam jeszcze danych w jaki stopniu obecne opłaty sądowe pokrywają koszty funkcjonowania sądów, więc bilans pozostawiam na razie w całości.

Jak wygląda nasz wymiar sprawiedliwości na tle innych krajów UE?
Czy to prawda, że prokuratorzy mają za dużo pracy? Nie.
Czy to prawda, że sędziowie mają za dużo spraw? Nie.
Czy to prawda, że są niskie nakłady na sądownictwo? Nie.
Czy to prawda, że są wystarczające nakłady na obronę obywateli? Nie.

Przytoczę tu fragment wystąpienia założyciela portalu Forum-Z Michała Ziębińskiego (24):

„Pani Przewodnicząca, Panie Przewodniczący Panie i Panowie posłowie!

 Nawiązując do wypowiedzi przedmówców trzeba  zapytać, dlaczego nasz wymiar sprawiedliwości swymi decyzjami często krzywdzi ludzi. By na  to odpowiedzieć, należy spojrzeć na kondycję całego wymiaru sprawiedliwości w świetle danych statystycznych oraz wypowiedzi samych prawników dostrzegających ten problem.

Szokujące dane

Z książki Wymiar sprawiedliwości w Unii Europejskiej, opracowanej w Instytucie Wymiaru Sprawiedliwości pod kierunkiem prof. Andrzeja Siemaszko i innych opracowań, dowiadujemy się, że:

1) W Polsce wydatki na samo sądownictwo wynosiły 1,82% budżetu państwa (obrona 1,95%), w Anglii wynosiły 0,22%, w Holandii  0,20%, w Danii i Irlandii 0,19% − 9 razy mniej

2) W Polsce wydatki na prokuraturę wynosiły 0,50% budżetu państwa, w  Anglii wynosiły   0,12%, w Finlandii  0,08%, w Danii 0,03% − od 4 do 17 razy mniej.

3) W Anglii na pomoc prawną dla obywateli wydano 0,295% budżetu – 34%więcej niż na sądy, w Polsce wydano 0,034% budżetu, (1,82/0,034) =  54 razy mniej niż na sądy! To przepaść!

4) We Francji przypadało 9 sędziów na 100 tys. ludności. W Polsce 26 – 3 razy więcej.

5) Mamy największą liczbę prokuratorów w Europie 6281 – to rekord. We Francji przypadało 3 prokuratorów na 100 tys. ludności, w Polsce 16,5 – 5,5 razy więcej.

6) Liczba adwokatów i radców na jednego sędziego w Polsce 2,6, w Anglii 70,8 – 27 razy  więcej. span>

7) We Francji postępowania gospodarcze trwały 76 dni, w Polsce 850 dni − 11 razy dłużej.

8) W Finlandii postępowania karne trwały 3 miesiące, w Polsce 14 miesięcy − 5 razy dłużej.

9) W 2004 r. wniesiono do Ministerstwa Sprawiedliwości 55 400 skarg, z których MS uznało jako zasadne 10,8%. W 2010 r. wniesiono90 tys. skarg, MS uznało za zasadne 3,8%. W tym okresie liczba spraw wzrosła o 26,5% natomiast liczba skarg wzrosła o 61,2% − blisko trzy razy więcej.

10) W/g badań z 1999 r. prowadzonych pod kierunkiem Prof. Elżbiety Łojko – 61% studentów prawa UW akceptowało korupcję w swej przyszłej pracy zawodowej, a 46% akceptowało krzywoprzysięstwo. Dziś ci studenci pracują w naszych sądach i prokuraturach.

Wybrane opinie prof. dr hab. Andrzeja Siemaszko

dyrektora Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości

1) „Polskie sądownictwo jawi się zatem niczym beczka bez dna: istotne zwiększanie  nakładów […] nadal nie znajduje odzwierciedlenia w większej sprawności postępowań sądowych”.

2) „Mitem okazuje się wyjątkowo duże obciążenie pracą polskich sędziów i prokuratorów. […] stosowne współczynniki w odniesieniu do naszego kraju należą do najniższych w UE”.

3) „Nie jest więc zgodna z prawdą […] opinia, wedle której główną przyczyną niewydolności polskiego wymiaru sprawiedliwości jest nadmierna liczba spraw”.

4) „Biorąc pod uwagę tak liczny korpus sędziowsko-prokuratorski, powinniśmy mieć bodaj najsprawniejszy wymiar sprawiedliwości w UE. Jest on jednak nadal nieefektywny”.

5) „[…] Czy w świetle przytoczonych danych można uznać polski wymiar sprawiedliwości za efektywny? Odpowiedź jest zdecydowanie negatywna” (s.87).

6) W projekcie budżetu państwa na 2012 rok przewidziano wydatki na wymiar sprawiedliwości na kwotę 10 mld zł […], co stanowi 3,1% budżetu. Wydatki na wymiar sprawiedliwości będą większe niż na naukę  – dwukrotnie, oświatę i wychowanie – sześciokrotnie, ochronę zdrowia (bez NFZ) – o blisko połowę.

(Dane i opinie pochodzą w większości z książki Wymiar sprawiedliwości w Unii Europejskiej, red. nauk. Andrzej Siemaszko, Warszawa 2011. Obrazują one wieloletni stan zapaści naszego wymiaru sprawiedliwości oraz niezmienność jego struktur od czasów PRL. Prawidłowość  ta występuje w całym bloku postsowieckim).

(…)

                                                           Michał Ziębiński”

A oto jeden z ciekawych komentarzy Richie ze strony forum-z.cba.pl :

„Miałem przyjemność uczestniczyć jak podsądny w sądzie w USA. Naprawdę była to przyjemność, gdyż sędzia zanim wydał wyrok w mojej sprawie, spytał policjanta, który skierował moją sprawę do sądu: CZY TY WIESZ, DLA KOGO PRACUJESZ? To pytanie należałoby żądać każdemu sędziemu i prokuratorowi w naszym kraju. W ciągu 2 godzin sędzia ten osądził około 60 spraw, a mechanizm był prosty. Gdy nie miał wątpliwości co winy oskarżonego, proponował każdemu, kto trafił do sądu po raz pierwszy, najmniejszy wymiar kary. Przy recydywie trochę większy. Jeżeli oskarżony się nie zgadzał, miał przyjść z adwokatem, co kosztowało niemało. Po opłaceniu adwokata, jeżeli ten nie wykazał niewinności oskarżonego, otrzymywał w najlepszym wypadku najmniejszy wymiar kary, a co wydał na adwokata, to już jego kosztowna głupota. Znając tą zasadę Amerykanin nie wdawał się w dyskusje z sędzią i kosztowne odwołania, jeżeli był winien.” {wyedytowałem literówki}

Ażeby poczucie sprawiedliwości społeczeństwa oraz wymiaru sprawiedliwości nie rozjeżdżało się uważam, że komendant powiatu i sędzia powiatu powinni być wybierani w wyborach bezpośrednich a nie poprzez mianowanie przez polityków lub innych grup.

Poruszę tu też inną sprawę nie dotyczącą budżetu ale dotyczącą bezpieczeństwa. Należy znieść ograniczenia w posiadaniu broni palnej właścicielom posesji (oznakowanych) oraz prawo do jej użycia w razie zagrożenia na swojej posesji. Podniesie to poziom bezpieczeństwa rodzin przed bandytami i oszustami. Pamiętajmy, „że do przestępstwa wykorzystywana jest wyłącznie broń nielegalna a legalni posiadacze broni są gwarantem bezpieczeństwa.” (28). Powszechność posiadania broni będzie także stanowić realne wsparcie społeczeństwa dla armii w razie jakiegoś konfliktu. Każdy potencjalny najeźdźca trzy razy się zastanowi zanim wjedzie do kraju gdzie w co drugim domu jest mężczyzna z bronią. Oczekuję też, że wszystkim funkcjonariuszom państwowym wydatnie to pomoże w odzyskaniu należnego szacunku wobec obywatela.

Finanse (składka do UE) 18,1 mld zł + (dług publiczny) 41,0 = 59,1 mld zł (w 2013 roku było 83 mld zł)

W 2013 roku obsługa długu publicznego kosztowała 42,5 mld zł (7, s. 105). Ponieważ zakładam brak deficytu, który wynosił 76 mld zł odpadają odsetki od tego deficytu. Przyjąłem stopę tego zobowiązania (76 mld zł) na 2% co daje około 1,5 mld zł oszczędności i stąd koszt obsługi długu 41,0 mld zł. Wypada dodać, że ten koszt wg. Ministerstwa Finansów będzie wyraźnie mniejszy w następnych latach (w 2014 – 36,2, w 2015 – 32,2 z powodu umarzania (schodzenia) „starych” obligacji), co jest bardzo dobrą wiadomością w tak małym i napiętym budżecie bez deficytu.

Dotacje z UE są bardzo szkodliwe. Podam przykład. Załóżmy, że gmina chce wybudować wiadukt drogowy nad torami kolejowymi. Załóżmy też, że koszt takiego wiaduktu wynosi 20 mln zł. Ale – jest możliwość „wzięcia” dotacji! I to 50 mln zł! Warunek jest tylko taki, że ten wiadukt ma spełniać normy UE (np, ma mieć windy, ekrany dźwiękochłonne, itp, wykonawca musi mieć odpowiednie koncesje) i musi więc kosztować 100 mln zł. No ale przecież połowę gmina dostanie „za darmo” bo dotacja europejska jest, co nie? Dalej – gmina załatwia niezbędne formalności, bierze kredyt 50 mln zł i jako dotacje drugie 50 mln zł. Oczywiście lokalne polskie firmy nie mają koncesji na wykonanie takiej inwestycji na warunkach UE, tak więc budową wiaduktu zajmuje się w końcu zagraniczna firma.

Jaki jest efekt? Gmina jest zadłużona na 50 mln zł. Jeśli przyjmiemy czas spłaty 30 lat, oprocentowanie 7,5 % (bez prowizji) to gmina zapłaci nie 50 a 125 mln zł .  Jak widać „dotacja” jest pojęciem bardzo względnym. Gmina będzie przez pokolenie zadłużona. Zamiast kosztu 20 mln zł mamy 125 mln zł długu. A zyski z budowy są wyprowadzane zagranicę. Nie było by lepiej budować na miarę swoich aktualnych możliwości a nie na wyrost zadłużając się tak? Jak patrzę na te wszystkie autostrady i inne betonowe twory przewymiarowane to po prostu szkoda mi moich dzieci co to będą jeszcze spłacać musiały.

W skali kraju duże zadłużenie naraża go ponad to na podatność na ataki spekulacyjne. Wyobraźmy sobie taką sytuację: na Giełdzie Papierów Wartościowych ktoś wystawia na sprzedaż obligacje rządowe o wartości 100 mld dolarów. Tymczasem zadłużony rząd stale musi emitować takie obligacje w celu spłaty odsetek od swojego długu. I teraz tak: nadmiar obligacji na rynku powoduje, że rząd musi podnieść oprocentowanie, żeby jego nowe papiery dłużne były konkurencyjne. Jeśli sytuacja się przeciąga to oprocentowanie rośnie z np. 3 % do 30 %. Za tym rosną stopy kredytów, wiele firm i gmin bankrutuje bo nie jest w stanie spłacać takich odsetek. Obywatele pozbywają się swojego majątku, żeby uwolnić się od zobowiązań kredytowych (czy sam biorąc kredyt zastanawiałeś się co będzie kiedy oprocentowanie wzrośnie dziesięciokrotnie?) Tymczasem rynek spekulacyjny skupuje to wszystko co najlepsze za bezcen. Wraz ze zwiększonymi odsetkami rosną raty kredytów a więc rośnie ilość pieniądza w obiegu. To powoduje inflacje cen (rząd tylko wzmacnia ten proces bo musi drukować dodatkowe pieniądze aby wypłacać bieżące zobowiązania) i wszystkie inne fatalne dla gospodarki  konsekwencje:  zanik oszczędzania, zły wpływ na produkcję (zyskowność – materiały kupione zagranicą „drożeją”), błędne decyzje produkcyjne a co za tym idzie – kłopoty z zatrudnieniem, marnotrawstwo i w końcu bezrobocie, niepokoje społeczne, spadek wartości intelektualnych i moralnych (9, s. 111 cz.1, s. 175 cz.2), (23, s. 76). Dodatkowo w Polsce w 1990 roku zamrożono kurs dolara przy pełnej wymienialności złotówki. Dzięki temu przy inflacji ponad 300% przyzwolono na grabież finansów państwa poprzez wymianę dolarów na wysoko oprocentowane lokaty w złotówkach. Po zamknięciu lokat i po dopisaniu kilkaset procent odsetek z powrotem wymieniano na dolary i transferowano za granicę (27, s. 115) . Żaden zadłużony kraj tego nie wytrzyma. Dlatego zadłużenie państwa polskiego to także nasza sprawa. Dlatego też sam budżet państwa powinien być jak najmniejszy i to bez deficytu. Wtedy obywatele sami zarządzają swoim majątkiem co jest ze wszech miar bezpieczniejsze w razie kryzysu.

Tak więc żadnych dotacji do samorządów, komisji, OFE itp. Przy totalnym uproszczeniu podatków (deklarowanych co miesiąc tylko VAT) administracja minimalna. Zresztą dość powiedzieć, że w ciągu 25 lat „wolności” liczba zatrudnionych urzędników wzrosła trzykrotnie. A pamiętamy, że przed 1989 rokiem system był nastawiony na kontrolowanie i represjonowanie obywateli już. Teraz mamy około 0,5 miliona urzędników (w 2013 – 408 tys. (1))– trudno to sobie wyobrazić. Oni nie tylko działają naszym kosztem ale też są żelaznymi wyborcami swoich mocodawców.

Gospodarka 0 zł (w 2013 roku było 9,5 mld zł)

Tak samo – żadnych dotacji do samorządów, instytucji, agencji, koncesji przeszkadzających przedsiębiorcom. Niech każdy produkuje co chce i tylko wolny rynek to ocenia.

Jednocześnie nie chcę wyprzedawania polskich firm, które przynoszą znaczące dochody do budżetu z udziałów państwa a także takich o znaczeniu strategicznym. Energetyka i bankowość, które z założenia powinny pozostać w polskich rękach albo  zostać wręcz repolonizowane dla bezpieczeństwa kraju. Prywatyzacja kopalń węgla bankierom budzi mój wielki niepokój. Wszelkie zasoby naturalne nie mogą być pod żadnym pozorem przedmiotem handlu polską własnością

Szczególnego potraktowania wymagają inwestycje zagraniczne. Są one wprawdzie źródłem kapitału, ale bez odpowiedniej regulacji szkodzą krajowi (18, s. 104). Dzieje się tak z powodu ograniczenia konkurencji, a tym samym ograniczenia rozwoju krajowych firm oraz niedokonywania reinwestycji. Skutkiem tego jest po prostu wyciąganie pieniędzy od ludności. Dodatkowo przychody podatkowe zwykle są przeszacowane. Firmy te korzystają bowiem z różnych preferencji a także stosując odpowiednio zawyżone ceny na półprodukty od firm macierzystych i zaniżone ceny na gotowy wyrób transferują w ten sposób środki za granicę. Najlepszym przykładem odpowiedniego podejścia do inwestycji zagranicznych są narodowe kraje azjatyckie, zwłaszcza Japonia. Tam udziały zagranicznego kapitału w przedsiębiorstwach nie mogły przekraczać 49%. Inny przykład obserwowałem sam osobiście w branży motoryzacyjnej będąc w Korei Południowej w 1997 roku. Wtedy były tam głównie samochody japońskie ze „znaczkami” lokalnymi. Obecnie firma Hyundai/Kia jest jedną z 5 największych firm na świecie! Po 18 latach zaledwie! Z kolei na przykładzie Węgier widać, że ingerencja w ten sektor wcale nie zmniejsza poziomu inwestycji zagranicznych wręcz przeciwnie (18, s. 108). Dzieje się tak dlatego, że nie ma wtedy monopolu w danej dziedzinie i mogą pojawić się nowi gracze na rynku.

Środowisko 0 zł (w 2013 roku było 15,0 mld zł)

Lasy, rzeki i Tatry to elementy strategiczne – nikt ich nie będzie tykał. Resztę można sprzedać w prywatne ręce o ile ktoś będzie chciał to kupić. O zagospodarowanie prywatne nie ma co się martwić. Na zadupiu, w głuszy żaden deweloper nie postawi marketu i nie będzie niepokoił lokalnych komarów. A kto ma już las czy wyciąg narciarski to dba przecież o nie – nie popadajmy w paranoję.

Należy z dystansem podchodzić do wymagań eurokratów w sprawie ograniczenia emisji gazów cieplarnianych. Jak wiadomo Polska węglem stoi i jest to surowiec, który wpływa na podniesienie naszej niezależności energetycznej. Zawsze można ograniczyć emisję stosując odpowiednie filtry a nie bezkrytycznie przejmować stare siłownie atomowe albo niewydajne wiatraki. Sprzedaż tych ostatnich wydaje się być zakulisowym celem tej całej „troski” o środowisko naturalne UE.

Zasoby naturalne nie mogą pod żadnym pozorem być przedmiotem zastawu za dług publiczny albo jakiekolwiek inne zobowiązania (9, s. 200 cz.1). Jest to sprawa absolutnie strategiczna.

Sport i turystyka 0 zł (w 2013 roku było 5,5 mld zł)

Mecenat prywatny/korporacyjny w sporcie już dawno jest. Po co utrzymywać jeszcze do tego działaczy i urzędników? A jeśli gmina jakaś zechce mieć drużynę futbolową to niech tam mieszkańcy się zrzucą – w czym problem?

Edukacja 0 zł (w 2013 roku było 64,0 mld zł)

Nauka i szkolnictwo wyższe 0 zł (19,0 mld zł)

Czyli kształcenie prywatne. Zacznijmy od podstawówki. Mój kolega, którego znam ze 20 lat mieszka pod Warszawą. Jedno dziecko posyła do szkoły prywatnej za 650 zł miesięcznie. Nie mam powodu, by mu nie wierzyć, ze tyle płaci. Zresztą w mojej okolicy za przedszkole prywatne płaci się około 750 zł z tym, że w przedszkolu dziecko jest dłużej i ma wyżywienie. Zauważmy, że on płaci wciąż podatki na szkołę, z której nie korzysta jego jedno dziecko. Tak więc nie jest to 1000 zł miesięcznie, jak straszą niektórzy. Powiem więcej – spokojnie może być mniej niż 650 zł miesięcznie. Potraktujmy zatem szkołę biznesowo. Podstawówka. 6 klas (niech będzie każdego rocznika jedna). 20 dzieci w klasie. Czesne – 500 zł/mies. Brutto = netto. No i mamy – każda klasa przynosi 10 tys. zł miesięcznie dochodu. 5 tys. zł. dla nauczycielki, 5 tys. zł. z klasy do dyspozycji właściciela. Czyli cały dochód po opłaceniu nauczycieli wyniesie 30 tys. miesięcznie. Zakładam, że utrzymanie budynku na 6 klas zamknie się w kwocie 15 tys. zł miesięcznie. Proste, nie?

To samo ze szkołami średnimi – a na studia to niech sobie szanowna młodzież zarobi.

Tymczasem obecny system dokłada do każdego ucznia ponad 600 zł tak jak i ja też sam opłacam dodatkowe zajęcia dla moich dzieci (ok. 300 zł na każde miesięcznie). To jest po prostu bezmiar marnotrawstwa.

Obrona narodowa 21,8 mld zł

Wydatki na obronę narodową trzeba w przyszłości podwoić i przekierować na firmy krajowe. Należy rozbudować istniejące i uruchomić nowe polskie zakłady zbrojeniowe po to by możliwie w największym stopniu być niezależnym od zagranicznych dostawców.

Jeszcze raz o broni – należy znieść ograniczenia w posiadaniu broni palnej właścicielom posesji (oznakowanych) oraz prawo do jej użycia w razie zagrożenia na swojej posesji. Podniesie to poziom bezpieczeństwa rodzin przed bandytami i oszustami. Pamiętajmy, „że do przestępstwa wykorzystywana jest wyłącznie broń nielegalna a legalni posiadacze broni są gwarantem bezpieczeństwa.” (28). Powszechność posiadania broni będzie także stanowić realne wsparcie społeczeństwa dla armii w razie jakiegoś konfliktu. Każdy potencjalny najeźdźca trzy razy się zastanowi zanim wjedzie do kraju gdzie w co drugim domu jest mężczyzna z bronią. Oczekuję też, że wszystkim funkcjonariuszom państwowym wydatnie to pomoże w odzyskaniu należnego szacunku wobec obywatela.

Rolnictwo 0 zł (w 2013 roku było 17,0 mld zł)

Dlaczego to niby producent marchewki ma dostawać dotacje od państwa a producent sznurówek, nie? Obaj sobie doskonale poradzą bez żadnych ingerencji bowiem wszelkie tego typu działania finansowe są mało skuteczne i słabo odczuwalne (z powodu kosztownej biurokracji), obniżają przecież konkurencyjność wobec rynków zagranicznych i zubożają klientów na rynku wewnętrznym (z powodu konieczności wyższego opodatkowania).

Z kolei dotacje bezpośrednie z UE (tak jak napisałem powyżej) są bardzo szkodliwe. W rolnictwie dodatkowo bezsensowne. Jaki jest tego efekt? Bynajmniej nie obniżenie kosztów produkcji. Znowu przykład (tym razem krótki, z życia wzięty): rolnik dostaje 50 tys. zł „dotacji” na ciągnik. Okazuje, się, że kiedy nie było dotacji ciągnik kosztował 160 tys. zł – teraz 200 tys. zł. No cóż – trzeba dotacją podzielić się producentem ciągników. Resztkę nadwyżki zjedzą odsetki od kredytu.

Zdrowie 17,4 mld zł  ale tylko dla emerytów i rencistów   (w 2013 roku było 75,2 mld zł)

Emeryci i renciści tak jak do tej pory. Pozostali – prywatnie.

Czy jest ktokolwiek kto uważa, że polska służba zdrowia dobrze działa? Biedny i tak się nie doczeka operacji a bogaty zapłaci prywatnie. Problem tylko w tym, że i bogaty i biedny dodatkowo płaci na system. Przykłady. Bolało mnie kolano od biegania. Poszedłem do lekarza prywatnie – 120 zł. Potem rehabilitacja – 300 zł. Czy to jest majątek? Jak by był wolny rynek to, by na pewno było jeszcze taniej.Miałem wypadek w Niemczech. (Akurat byłem zatrudniony na umowę o pracę, żeby załapać nowe kontakty). Byłem dwa razy w szpitalu w sumie za 1500 euro (szpital przysłał mi rachunki), które pokryło ubezpieczenie. Tymczasem moja półroczna składka zdrowotna wyniosła wtedy 350 euro x 6 miesięcy = 2100 euro. Już po pół roku byłem stratny 600 euro. A ile razy w życiu kasuje się brykę? Dwa może? Zobaczmy ile pieniędzy zbiera system w ciągu np. 10 lat – 42 tys. euro. Oczywiście to jest przykład z Niemiec. Przytoczyłem go tu bo mam rachunki i wyciągi. W Polsce proporcje są podobne przecież – tylko kwoty niższe. System jest tylko po to, by łupić obywateli. I niech sobie będzie dalej (o ile się sam utrzyma), ale nieobowiązkowy. Minister zdrowia nawet jak by chciał coś naprawić, to i tak nic nie zdziała w tym systemie. System trzeba po prostu zmienić, tzn. sprywatyzować i tyle. Stomatologia i weterynaria mają się bardzo dobrze, a są przecież prywatne. Natomiast przy ciężkich chorobach wielu chorych nie doczeka się na leczenie w ogóle. Życie czasami jest okrutne i brutalne. Jedni rodzą się zdrowi inni nie, w naturalnych warunkach bez medycznego podtrzymywania życia po prostu umierają wcześniej. Ale my jesteśmy wierzący i wiemy, że nie wszystko od nas zależy i nie wszystko wiemy najlepiej. Nie wchodzimy Wszechmogącemu w paradę. To ateiści niech się boją. Dla nich zawsze łatwiej i bardziej „honorowo” podpuszczać innych, żeby krzyczeć pod sejmem z żądaniami „bo się należy” (kosztem współobywateli) zamiast pokornie prosić o pomoc, bo właśnie się nie należy.

No ale dobrze – wyobraźmy sobie sytuację, że wyleczmy tych wszystkich nieuleczalnie chorych. No i co? Oni będą mieć dzieci jeszcze bardziej nieuleczalnie chore – znowu koszty – jeszcze większe koszty, itd. A kto się nimi potem zajmie jak rodziców nie będzie? Obecny system? Litości!

A tym czasem są inne rzeczy, które trzeba by naprawić jeśli chodzi o życie i śmierć. Np. dziennie statystycznie w Polsce ginie 12 w większości zdrowych i w większości niewinnych ludzi na polskich drogach. Zostawiają rodziny nagle bez środków do życia. A system traci płatników i podatników.

Swoją drogą to o własne zdrowie to najlepiej samemu zadbać. Nikt tego lepiej za nas nie zrobi. Trzeba się ruszać codziennie (pływanie, bieganie). Nie truć się słodyczami i innymi świństwami. Ograniczyć przyjmowanie medykamentów wszelkiej maści. Dzieci na nas patrzą. I naśladują. Niech to więc będą dobre przykłady. Nie ma co ulegać propagandzie firm farmaceutycznych. Jeśli np. witamina C wydatnie pomoże w jakimś schorzeniu (a jest przecież bardzo tania) to nikt tego nie będzie propagował bo nikt na tym nie zarobi. Tak więc robi się terapie za setki tysięcy po to żeby naciągać ubezpieczalnie na grubą kasę. I wszyscy są zadowoleni (ubezpieczalnia też bo podnosi składki!) a pacjentowi się wydaje, że został wyleczony dzięki systemowi. Dbanie o siebie to też wiedza (26). Polegajmy na własnej.

Natomiast dla wszystkich emerytów i rencistów sytuacja pozostanie bez zmian bo całe ubezpieczenie zdrowotne dla tej grupy pokryje budżet.

Koszty ubezpieczenia zdrowotnego każdego świadczeniobiorcy (proporcjonalnie do wydatków na służbę zdrowia w 2013 r.) wyniosą:

75,2 (wydatki na służbę zdrowia 2013 (1))

* 8,9518 (liczba emerytów 2013 (13, s. 21))

/ 38,5 (liczba ludności Polski 2013 (22, s. 1))

= 17,4 mld zł

Rynek pracy 0 zł (w 2013 roku było 17,0 mld zł)

Zauważcie, że już sama nazwa tego tworu jest pozbawiona sensu – ani to rynek bo regulowany przez urzędników, ani pracy bo zajmuje się nie pracującymi a bezrobotnymi.

W systemie bez podatku dochodowego od osób fizycznych PIT oraz bez podatku dochodowego przedsiębiorstw CIT obywatele i firmy będą mieć więcej środków na rozwijanie przedsiębiorczości inwestując w swoje firmy albo pośrednio przez zwiększoną konsumpcję. Tym samym powstanie zapotrzebowanie do produkcji i  każdy kto będzie chciał pracować znajdzie pracę.

Tymczasem rząd robi dość dużo, żeby zachować bezrobocie na wysokim poziomie (23, s. 128-132), tworząc ustawę o płacy minimalnej, przywileje dla związków zawodowych, ubezpieczenie na wypadek bezrobocia (fundusz pracy), zasiłki socjalne, itp. Respektowanie żądań płacowych (umowy zbiorowe) niektórych grup zawodowych powoduje wzrost płac powyżej poziomu rynkowego czego skutkiem jest bezrobocie właśnie. Rząd po prostu kupuje bezrobocie.

Pełne zatrudnienie jest celem zupełnie nierealnym. Bezrobotni byli zawsze, są i będą bo zawsze są ludzie co im się pracować nie chce. Tyle, że niech ponoszą sami konsekwencje swoich decyzji – kto nie pracuje ten nie je.

Pomoc społeczna 0 zł (w 2013 roku było 41,2 mld zł)

Państwowa pomoc społeczna kosztuje sporo jak widać (prawie dwa razy więcej niż Obrona Narodowa) i działa źle albo wcale. Tak więc powinna być zlikwidowana. Po co utrzymywać coś nie spełnia swojej roli. W Polsce jest wiele społecznych i kościelnych organizacji charytatywnych. Niektóre działają poza granicami naszego kraju i trzeba by je zmotywować do działania tu u nas. Niektóre są bardzo wydajne i skuteczne a mnie to guzik obchodzi jakimi samochodami jeżdżą ich organizatorzy dopóki działanie przynosi skutek i opiera się na dobrowolnych darowiznach.

Uważasz, że ktoś potrzebuje pomocy? Idź do bankomatu i daj mu swoje pieniądze. Nikt nie zabroni tego przecież. Załóż fundacje jakąś, przekonaj innych – działaj!

Dodatkowe dochody

Chodzi o to by z dobrodziejstwa braku podatku dochodowego nie w pełni skorzystały firmy głównie zagraniczne, które niewiele wnoszą do gospodarki (nic nie budują) a właściwie to tylko korzystają z naszego kraju i z obywateli. Te sektory gospodarki dawno już skorzystały na transformacji ustrojowej, a nie przyczyniają się do rozwoju kraju (banki, telekomunikacja, markety). W szczególności sektor bankowy, który będąc w znacznym stopniu odpowiedzialny za kryzys z 2008 roku nie ponosi z tego tytułu żadnych konsekwencji w przeciwieństwie do obywateli. Wręcz jawi się być bezkarnym w niektórych swoich poczynaniach a będąc własnością zagranicznych instytucji finansowych reprezentuje ich interesy pod przykrywką „wolnego rynku”. Jaskrawym przykładem są tu kredyty w walutach obcych. Nie może być tak, że ktoś kto wziął kredyt we frankach szwajcarskich (CHF) w 2008 roku kiedy kurs był około 2 zł, teraz 7 latach jego kapitał do spłaty jest większy niż pożyczony (kurs jest około 4 zł w połowie 2015). Podstawowe założenie przy kredycie w obcej walucie jest bowiem takie, że kierując się niższym oprocentowaniem waluty akceptujemy ryzyko kursowe spłacanej RATY. I tyle. Wszystkie inne koszty wynikające z kursu waluty to zwykłe oszustwo. Kurs waluty nie powinien mieć żadnego wpływu na spłacany kapitał bo w racie mamy to uwzględnione. Oto prosty przykład: w momencie brania kredytu w 2008 r. np. 200 tys. zł bank kupuje w naszym imieniu 100 tys. CHF po kursie 2 zł na 14 lat. Dla uproszczenia pomijamy tu sprawę zwykłych odsetek, prowizji, wartość pieniądza w czasie itp. I teraz tak – załóżmy, że po 7 latach w połowie czasu spłat chcemy go przewalutować albo spłacić całość wcześniej (przy kursie 4 zł w 2015 r.). W normalnym układzie po prostu spłacamy połowę kapitału czyli równowartość 100 tys. zł (plus ewentualna dodatkowa prowizja za pozbawienie bank odsetek przed czasem). A bank z kolei pozostałą kwotę 50 tys. CHF spłaca na rynku międzybankowym. Tymczasem bank zdaje się nie mieć tych pieniędzy wcale. Kupuje więc te nasze 50 tys. CHF dopiero teraz ale po 4 zł (co daje 200 tys. zł) i dodatkowymi 100 tys. zł obciąża klienta! Toż to rozbój w biały dzień! I to w majestacie prawa bo jak powiedział były premier z Warszawy „ nie każde przestępstwo jest oszustwem”. A właśnie że jest! Teraz przysłowie „masz to jak w banku” nabiera zupełnie innego znaczenia. Bo tym razem nie chodzi już o oszczędności a o dług. A jak wiadomo wierzyciel ma władzę nad dłużnikiem i niestety może ją wykorzystać w nieuczciwy sposób (9, s. 156 cz.1). Takie działania nie mogą mieć miejsca.

Dodam tylko jeszcze, że ja sam nie mam kredytu w obcej walucie.

Podobnie sektor telekomunikacji i handlu wielkopowierzchniowego muszą zachować się odpowiedzialnie i ponosić koszty funkcjonowania państwa tak jak obywatele (18, s. 28).

Podatek obrotowy od aktywów banków 7,0 mld zł

Aktywa banków w Polsce to 1407 mld zł (14, s. 107) obciążyć podatkiem 0,5 % (na Węgrzech 0,53% (18, s. 91)).

Podatek obrotowy od marketów 7,0 mld zł

Sprzedaż detaliczna przedsiębiorstw handlowych wyniosła 685,7 mld zł (15, s. 39). Sklepy wielkopowierzchniowe zatrudniające ponad 50 pracowników stanowią 52 % (15, s. 39) co daje obroty 356,5 mld zł. Te obroty obciążyć podatkiem obrotowym 2 % (na Węgrzech od 0,1 % do 2,5 % (18, s. 64))

Podatek obrotowy od telekomunikacji 1,1 mld zł

Przychody tej branży 21,3 mld zł (19, s. 543) obciążyć podatkiem 5 % (na Węgrzech od 2,5 % do 6,7 % (18, s. 63))

Wycofywanie gotówki zagranicę 0,5 mld zł

Właściwie to nie chodzi tu o pieniądze do budżetu a zahamowanie wpływu spekulacji z zewnątrz na polski system. Przyjmuję, że są to obroty rzędu 10% PKB (1) (tak jak na Węgrzech), czyli 164 mld zł. Opodatkowanie 0,3 % (na Węgrzech od 0,2 % do 0,3 % (18, s. 93))

Jakie wymierne korzyści odczuje obywatel takiego państwa?

Załóżmy, praca zatrudnionego kosztuje pracodawcę 5000 zł miesięcznie. Dziś pracownik otrzymuje z tego na rękę około 3000 zł.

(Dokładnie jest tak: wynagrodzenie na rękę 2956,78 zł, ubezp. społeczne 1321,01 zł, ubezp. zdrowotne 321,60 zł, fundusz pracy 105,60 zł, zaliczka podatku 295,00 zł.)

(Zauważmy, że przeciętne wynagrodzenie brutto wynosiło 3897,88 zł w listopadzie 2013 (10).)

Załóżmy też, że jakiś towar, np. worek jabłek kosztuje dziś 100 zł. Wobec tego nasz zatrudniony może kupić 30 takich worków za swoją pensję.

Tak jest dziś. Natomiast jeśli pracownik dostanie wszystkie swoje pieniądze do dyspozycji, czyli 5000 zł (brak opłat podatku dochodowego PIT oraz składek na ZUS) a worek jabłek będzie kosztował nie 100 zł a 84 zł (sprzedawca obniży cenę o 19% naliczanego podatku dochodowego PIT (którego nie będzie) tak zresztą jak wszyscy jego konkurenci) to nasz pracownik będzie mógł kupić teraz nie 30 a 59,5 worka jabłek czyli praktycznie dwa razy tyle.

Tak więc siła nabywcza pensji będzie dwa razy większa i znajdą się środki na edukację dla dzieci oraz leczenie. A wolny wybór szkoły i lekarza na pewno będzie lepszy niż dokonywany przez drogą armię urzędników.

Brak podatków dochodowych powodująca obniżkę cen towarów sprawi też wzrost siły nabywczej rent i emerytur o około 19% przy zachowaniu ubezpieczenia zdrowotnego opłacanego z budżetu dla tych świadczeniobiorców.

Podsumujmy:

Drogie państwo kosztuje około 700 mld zł. Mamy tu wszystko – „darmową” możliwość stania w kolejkach do „darmowego” lekarza, szkołę „darmową” w której dzieci uczy się, że system trzeba podtrzymywać, dług publiczny (934 600 000 000 zł na 2013 rok i stale rośnie), który to jednak my spłacamy a potem nasze dzieci będą spłacać, pół miliona urzędników administracji, których musimy utrzymywać i którzy nam w niczym nie pomagają – wręcz przeciwnie – często skutecznie przeszkadzają, brak wolnego wyboru – zakazy (broni i obrony) i nakazy (dla moich dzieci, mojej firmy).

Tanie państwo kosztuje około 300 mld zł czyli ponad dwa razy mniej. Bez opłat na ZUS (ale ZUS finansowany bezpośrednio z budżetu), bez podatków dochodowych od osób fizycznych PIT i bez podatków dochodowych od przedsiębiorstw CIT no i bez deficytu (tzn., że dług publiczny nie rośnie i wreszcie można by pomyśleć o zmniejszaniu go), z dwukrotnie większą siłą nabywczą naszych pensji, z której starczy też na dobrą prywatną szkołę i leczenie oraz wolność wyborów.

Cóż mogę więcej dodać aby Was przekonać? Sam z żoną wychowujemy swoje dzieci. Prawdę mówiąc to na nie będziemy liczyć za 20 lat bo osobiście to ja nie wierzę, że ten zły system dotrwa to tego czasu a teraz wciąż muszę na niego płacić. Odwołam się więc do prawd podstawowych, które zna każdy. Podobnie jak nasi przodkowie żyli dla nas tak i my żyjemy dla naszych dzieci, wnuków i prawnuków. To oni są najważniejsi i o nich trzeba myśleć bo to jest nasza przyszłość. Kto jak nie oni najlepiej o nas zadba? To my teraz musimy dać im szanse na to. A przecież nie ma nic za darmo – wszystkie długi trzeba spłacać. Dług naszego państwa wynosił 934 600 000 000 zł w 2013 roku i stale rośnie. W 2015 roku przekroczył 1 000 000 000 000 zł. To jest dług do spłaty przez pokolenia. Co ciekawe połowa tego długu urosła przez ostatnie 7 lat zaledwie. Trzeba to wreszcie przerwać zanim ten system sam w końcu upadnie z wielkim hukiem i zaszkodzi wszystkim. A dotychczasowe postępowanie rządzących (2015 r.) chroniące właśnie ten obcy kapitał kosztem obywateli utwierdza mnie w przekonaniu, że mogą oni reprezentować interesy korporacji „unijnych” a nie Polski i Polaków. Skutkiem tego jest ograniczenie suwerenności czyli podległość wobec Brukseli (a właściwie Berlina) i wpływanie jej nasze państwo z korzyścią dla głównych płatników unii. Z mojego punktu widzenia może to wyglądać tak: ich banki mówią – „pomożemy” wam ale najpierw sprywatyzujcie swój majątek. My „przekonamy” waszych polityków, żeby kupić ten majątek za bezcen. Kiedy na tym zarobimy to pożyczymy te pieniądze, które będziecie potem spłacać (9, s. 155, 195-199 cz.1).

Pamiętajmy też, że ci wszyscy wierzyciele zawsze mogą sprzedać długi dalej nie licząc się z naszym zdaniem już. A stąd to już tylko krok do roszczeń o zasoby naturalne albo terytorialnych (9, s. 200 cz.1)!

Przyznam szczerze, że podstawy takiego „patriotyzmu” władzy są dla mnie niejasne. Mam też wątpliwości, czy władza planuje przyszłość swoich własnych dzieci w Polsce czy może gdzieś indziej.

Dlatego proponuję, żeby wspierać się wzajemnie w rodzinie i nie polegać na takim państwie w ogóle. Sami też zrezygnujmy z beztroskiego zadłużania się. (Pamiętajmy też, że każdy kredyt to „drukowanie pieniądza” ze wszystkimi złymi tego konsekwencjami.) Wtedy łatwiej będzie stawić czoło zmianom, które są konieczne. A moje wyliczenia są prawdziwe i każdy może to sprawdzić. Na dole artykułu podałem źródła wszystkich informacji. Tyle można zaproponować i nic więcej ponad to. Żadnych obietnic bez pokrycia. Tylko matematyka.

Michał Kocerba

szarbia@gmail.com

 

Referencje:

1. Mapa wydatków 2013 r Fundacji Republikańskiej
2. Roczne sprawozdanie z wykonania Planu Finansowego Narodowego Funduszu Zdrowia na 2013 rok
3. Sprawozdanie ZUS 2013 r.
4. Liczba zatrudnionych w Polsce w 2013 r.
5. Sprawozdanie z wykonania budżetu 2013 r.
6. Wpływy budżetowe 2013 r.
7. Analiza NIK budżetu 2013 r.
8. Wpływy z tytułu opłaty paliwowej w 2013 r.
9. „Wojna o pieniądz” Song Hongbing (tłumaczenie Tytus Sierakowski)
10. Przeciętne miesięczne wynagrodzenie 2013 r.
11. Podatki w cenie paliwa w 2013 r.
12. Dług publiczny
13. Emerytury i renty wg. GUS 2013 r.
14. Raport o sytuacji banków w 2013 r.
15. Sprzedaż detaliczna wg. GUS 2013 r.
16. Obiekty wielkopowierzchniowe
17. Rynek telekomunikacyjny 2013 r.
18. Węgry Orbána
19. Rocznik Statystyczny Rzeczpospolitej Polskiej 2014 r.
20. Podatek od niektórych kopalin 2013 r.
21. Statystyka ZUS 2013 r.
22. Populacja Polski 2013 r.
23. „Inflacja wróg publiczny nr 1″ Henry Hazlitt (tłumaczenie Jan M. Fijor)
24. Wystąpienie Michała Ziębińskiego przed sejmowymi komisjami Sprawiedliwości i Praw Człowieka oraz Polityki Społecznej i Rodziny
oraz „Wymiar sprawiedliwości w Unii Europejskiej. Podstawowe Parametry dla Polski i pozostałych krajów (na podstawie zmodyfikowanych danych raportu CEPEJ 2010)” Beata Gruszczyńska, Roman Kulma, Marek Marczewski, Andrzej Siemaszko
25. „Ukryte terapie” Jerzy Zięba
26. „Sztuka wojny” Sun Tzu, Sun Pin
27. „Siedem dni ze Stanem Tymińskim. Codzienność z szokową transformacją w tle” Wojciech Błasiak
28. Dlaczego obywatele muszą mieć prawo do obrony!